Bangkok.
Okazal sie byc zupelnie inny niz w moich wyobrazeniach. Zupelnie inny. Spodziewalam sie wiezowcow, nowoczesnosci, super samochodow bez dachu, bogactwa i troche egzotyki w formie jakiejs palmy na rondzie albo w parku - zamiast wierzb. Wysokich temperatur, calej masy korporacji i szaro ubranych ludzi. Spodziewalam sie nocnego zycia godnego Nowego Yorku (nie żebym była, ale wiecie - filmy), sklepow typu Prada i Tiffany, basenow na dachach... moge tak wymieniac i wymieniac. A jak sie to ma do tego co tam zastalam? NIJAK!
Z glownego lotniska w Bangkoku pojechalam metrem w strone jego centrum. Nic jeszcze nie widzialam oprocz masy ludzi wpychajacych sie do srodka pociagu albo z niego wypadajacych przez bardzo ciasne drzwi. Strasznie duzo ich tam. Jakby byla jakas niekonczaca sie parada albo festiwal. Oczywiscie, jak to ja - czulam sie przerazona. Bylo bardzo goraco. Mozna bylo sie poczuc jak w Polsce w najgoretsze dni lata, kiedy nie jestes w stanie nic zrobic. Tylko jesc lody i lezec. Stwierdzilam ze sie przebiore. Mialam na sobie wychwalane w pierwszej czesci postu buty, ktore zamienilam na tradycyjne japonki. Poczulam sie o niebo lepiej sciagajac z siebie skarpetki i bluze. Zmeczenie dawalo sie we znaki z kazda minuta a podroz do hostelu ciagnela sie w nieskonczonosc. Pchali sie na mnie ludzie o oliwkowej skorze, malych oczach, czarnych wlosach i drobnej posturze. Generalnie wszyscy sa bardzo malutcy. Ciezko bylo sie tak pomiescic z wielkim plecakiem i jakimis innymi drobnymi reklamowkami. Bylismy jedynymi bialymi ludzmi. W dodatku czulam sie tam jak wielka baba. Bardzo niewygodna podroz. Ale w koncu w tym dziwnym jezyku pani przez glosnik powiedziala cos co brzmialo jak nasz przystanek! Nie bylismy do konca pewni bo to bardzo pokrecony jezyk. Ale jak sie pozniej okazalo, nasze przeczucie nas nie zawiodlo. Wysiadlam i wtedy okazalo sie, ze tak na prawde caly czas bylam w mocno klimatyzowanych miejscach. Uderzylo mnie goraco Bangkoku. Jego zapachy, duchota, chalas, wrzask, kolory. Byl taki ogromny i zachecajacy. a ja chcialam go chlonac. Mimo popychajacych mnie ludzi, ocierajacych sie o moje ramiona widzialam zza ich glów to cudowne i okropne na raz miejsce. Niebo takie niebieskie, slonce na jego srodku takie ogromne. Zar z nieba. Piekarnik i ogromny szum. Ludzie mowiacy do siebie w ten dziwny sposob, ich smiechy albo rozmowy telefoniczne, co chwile pojawiajace sie i odjezdzajace metro, samochody i tramwaje. Warszawa wydaje sie bardzo cicha. I ten dziwny zapach. Ktory czulam tylko tam. Jakby ktos cos gotowal. Cos czego nigdy jeszcze nie jadlam. W brudnym miejscu. Wilgoc. Jakies przyprawy. Moze kadzidla? Mieszajace sie perfumy tych ludzi. Nie umiem oddac tego slowami, przepraszam. Bardzo chcialabym chociaz odrobinke przyblizyc Ci jak mi tam bylo ale to chyba nie mozliwe. To takie inne. Zupelnie inne. Europa jest taka... szara. Poukladana. Wszystko jest na czas, ma jakies zasady. Jest jakas logika. Tam od pierwszej sekundy zauwazylam jej brak. Chodzisz jak chcesz. Przejscie przez jezdnie to walka o zycie. Wiszace kable na slupach elektronicznych zagrazaja zdrowiu na kazdym kroku. Nie wiesz czy kobieta obok to kobieta do poki nie uslyszysz jej glosu. Czasem Tajlandki mialy bardzo niski i barowy ton oraz ogromne meskie jablko adama na szyji. I nie raz zdazylo mi sie pomyslec ,,ale ladna ta dziewczyna! Taka egzotyczna, inna. U nas w Europie bylaby uwazana za pieknosc.'' bo byla mocno wymalowana, pieknie ubrana, tak ,,europejsko'' wlasnie. I wtedy najczesciej okazywalo sie ze to jednak mezczyzna. I te dziwne powietrze. Bylo takie jak w saunie. Tak gorace, ze czulas jak nim oddychasz. Bylo cieplejsze niz temperatura mojego ciala. (Czasem, w zime, jak jest bardzo mrozno czujesz kujace powietrze w piersi. Mrozi Cie od srodka. Tu bylo na odwrot. Jakbym pila bardzo goraca herbate. Nieustannie) W dodatku wydawalo sie ze ono ma smak. Ale szybko sie przyzywczailam. Kiedy ludzi nieco ubylo poszlismy zgonie ze strzalkami na mapie w strone naszego hostelu zamowionego dwa dni wczesniej. W koncu moglam zobaczyc nieco wiecej. I nie wiem cholera nawet jak to opisac! Boże, to było takie dziwne. Takie inne. Jakbym narodziła się na nowo. Byłam dzieckiem, nie rozumiejącym praw i zasad tu panujących. Wszystko migota, jest takie interesujące, wszystko jakby chciało ukraść moją uwagę. Nie potrafiłam się skupić na niczym. To pierwsze zdeżenie z inna kultura i kontynentem i tropikami i egoztyką... ZDERZENIE to odpowiednie określenie. Ja naprawdę byłam dzieckiem. Złapałam chłopaka za rekę i dałam się mu ciągnąć w którąś stronę nie pamiętając nawet, że idę przecież do hostelu.
BRAK MI SŁÓW.
To przeżycie było takie silne. Pisząc to nawet wspomnienia wydają się być jaskrawsze niż jakiekolwiek inne. A przecież byłam taka wycieńczona.
Pelno jakis mostow, mosteczkow, przejsc przez jezdnie, przejscie przez przejście przez jezdnie. Tragedia. Labirynt jednym slowem. I kapie z Ciebie, goraco jak nigdy wczesniej w zyciu goraco mi nie bylo. I padlam. Zrobilo mi sie slabo, zachwialo, nogi same sie ugiely. Oparlam sie wiec o ten murek za mna i tak siedzialam z tym okopnym plecakiem. Lukasz machal mapa zeby zrobic mi troche wiatru. Wylalam na siebie butelke wody i jakos po 10 min stwierdzilam ze musze przeciez dojsc do tego okropnego Hostelu. Te miasto przestalo mnie juz ciekawic. Zaczelo raczej meczyc i przytlaczac i przy okazji zywcem mnie gotowalo. Jakby cały ten zachwyt zemnie wyparował w tej duchocie. Pamietam, ze pomyslalam wtedy ,, jesli nigdy nie byles w Bangkoku to nie wiesz co to znacza goraco.'' I do dzisiaj to podtrzymuje! Gdybym miala jednym slowem opisac to miasto to byloby to wlasnie GORACO. Wiesz, ze Bangkok to najcieplejsze miasto SWIATA!? Bylo upalnie, wilgotno, wszystko wrzalo, wszystko Cie parzylo. Pamietam tez ze w drodze, ktora musielismy pokonac pieszo powtarzalam caly czas do Lukasza ,,Goraco mi''. ( te slowo wystepuje w tym tekscie chyba juz stukrotnie. no nie?. i dobrze. tam tez nie bylam w stanie myslecz o niczym innym) Nie pomyslalam o tym ze on tez moze byc zmeczony a takie moje jeczenie irytujace. Po ktoryms razie odpowiedzial mi tylko ,,bo to sa kurxxxa jego mac tropiki. Ma byc goraco.'' I zaczelam sie smiac bo znaczenie tych słów i ich sens do mnie dotarł. Cos co niby wiedzialam caly ten czas. To klimat rownikowy. Ja po prostu dotychczas tego nie znalam. Spodziewalam sie upalow, prawda. Ale nie wiedzialam ze to moze byc az tak bardzo doskwierajace i meczace. Ze moze byc az tak cieplo. Nigdy wczesniej ani pozniej nie bylo mi az tak goraco jak mojego pierwszego dnia w Bangkoku. Okey, koniec z tymi refleksjami o temperaturach. Troszke o widokach teraz.
Tak pieknie wpadaly promyki slonca do tej miejskiej duzgli. Oswietlaly to ponure miejsce, obdrapane bloki, stare, wiszace reklamy, wyblakle pozrywane plakaty. To bylo wszystko takie inne. Jak jakis jarmark ze starociami. Wszystko prosilo sie o Twoja uwage. Gruba, chociaz wciaz drobna kobieta siedzaca na krawezniku, jakby wg nie przeszkadzal jej ruch na ulicach ubrana byla w rekawiczki. Jakis dziwny kapelusz oslaniajacy pol twarzy, cieple skarpety pod kolana, pstrokata zwiewna tunika, a obok niej jakas budka na kolkach. Sprzedawala pieczone ptaszniki na patyku. Chyba interes jakos szczegolnie sie nie krecil. Trzy kroki dalej mlody chlopak prawdopodobnie w mundurku szkolnym rozlozyl sobie grila na chodniku. Nie wiem czy chcial tez sprzedawac to co na nim upiecze czy tylko przygotowywal sobie obiad przed domem. Tam wszystko bylo pozbawione naszej europejskiej logiki. Wszystko bylo dozwolone. Chcesz sie opalac na srodku glownego ronda? Nie zapomij tylko o filtrach UV. Chcesz zmienic plec? Nic prostrzego. Kliniki oferujace tego typu zabiegi byly spotykane przeze mnie czesciej jak sklepy spozywcze. Masz ochote na ,,masaz'' (no wiesz- tak się prostytutki reklamują - tutaj legalne.)? Jest na kazdym kroku! Gdzie sie nie obejzysz jakas pieknosc do Cb macha trzymajac dziwne olejki w rekach. Nie do konca chcailo mi sie tylko wierzyc ze to faktycznie kobieta i ze to tylko masaz ale nie zamierzalam sie dowiadywac czy to tylko moja wyobraznia czy cos w tym jest.
Bylam tym wszystkim tak przejeta, ze nie zrobilam wielu zdjec. Ogladalam to na wlasne oczy i wiekszosc z tych obrazow na zawsze zostanie tylko w mojej pamieci. Nie chcialam robic zdjec wszystkiemu i wszystkim - bo tak by to musialo wygladac. Nie chcialam rzucac sie w oczy ani bezczelnie walic komus foto kto jest tak samo przecietna osoba jak ja i idzie wlasnie do pracy albo w niej jest. Nie chcialam byc niegrzeczna i narzucajaca sie turystka z wielkim plecakiem. Nie chcialam zeby ludzie tam mieszkajacy czuli sie przeze mnie jak jakies okazy, ktore biala paniusia moze sobie fotografowac bo sa inni, dziwni, moze gorsi (bo skad mieliby wiedziec co mysle i po co to robie.). Nie spotkalam tam wielu Europejczykow. Zadziwiajaco malo wlasnie. Wydawalo mi sie ze jestesmy jedynymi jasnoskórymi wielkoludami w tym miescie. Ale nie bylismy traktowani z tego powodu jakos szczegolnie. Bangkokowicze musieli zdaje sie byc przyzwyczajeni do takich jak my. Przygladali sie nam, prawda (tak samo jak ja im :P ) Ale zdjec nie robili, za wlosy nie ciagneli. Nie probowali nas oszukac albo nie byli jakos szczegolnie goscinni. Mieli tylko ciekawskie spojrzenia.
Kurcze, alez sie rozpisuje. A przeciez mialam mowic o tym jak trafilam do Hostelu w ktorym zostalismy na 3 dni.
Zaczne jeszcze raz w takim razie. No wiec idziemy z tymi tobolami, idziemy, rozgladam sie jak dzikus, wszystko mnie interesuje az w koncu gubimy orientacje. Nie bardzo wiedzielismy gdzie jestesmy. Troche nie fajnie tak zgubic sie w BKK z calym ekwipunkiem. Wedlug mapy powinnismy wlasnie stac pod naszym hostelem a tu kompletnie nic go nie przypomina. Jakas czarna uliczka po drugiej stronie ruchliwej jezdni miala strzalke z napisem HOSTEL. Pomyslelismy ze najwyzej wezmiemy to na co wlasnie trafilismy bo bylismy na prawde zmeczeni i nie bedziemy juz szukac tego co zarezerwowalismy. I tak oto przez 10 min probowalismy pokonac jednopasmowa ulice. Nie wiedzialam w ktora strone patrzec. Na drogach BKK nie obowiazuje zadna zasada ruchu. Znaki to tylko wskazowki ktore nalezy ignorowac bo utrudniaja i uprzykszaja kierowca jazde. Nie wiesz nigdy z ktorej strony co nadjedzie. Motory, skutery, auta, wany, autobusy, wszystko glosne, wymijaja się. Stukoczące, często ledwo jeżdżące pojazdy i ich spaliny strzelają Ci w twarz równie gorące jak powietrze. Przyklaja się ten cały smog do mojej spoconej twarzy... Znowu się rozpisałam :P
Przebiegłam! Wszystko nagle zaczęło na mnie trąbić, coś się zatrzymało z piskiem, coś mnie wyminęło, ale byłam po drugiej stronie. Żywa! Mój chłopak zdecydował się iść za mną, czego nawet nie zauważyłam. Adrenalina, serce mi waliło. Możliwe, że to co krzyczeli ludzie to były nawet jakieś wyzwiska.
Idąc ciemną uliczką w głębi jakiegoś dziwnego wieżowca widzieliśmy tylko przyglądające się nam oczy. Dziwne, że w środku dnia, w środku miasta może być tak ciemno. I ponuro. Śmierdziało moczem i jakimś czymś... JEDZENIE. Tam siedziała kobieta z wielkim garem i kilkoma kotami i gotowała! Czemu oni gotują na ulicy? A co jakby ta ich butla gazowa wybuchła? Masakra, jak dla mnie. Co z pozwoleniami? Kontrolami? Zasady jakieś, luuuudzie! Gdzie ja jestem?!
Na jednych z obdrapanych drzwi widniał napis hostel. Całe szczęście, bo nie wytrzymałabym tam ani skundy dłużej. Jakieś wypłowiałe koty ocierały się nam o nogi a my jak zaczarowani zastanawiamy się czy wejść. Co jak nas tam zamordują? Nigdy by się nawet nie zorientował! Pierwsza pociągnęłam za skrzypiącą klamkę, która prawie wypadła.
A w środku klimatyzacja! O Boże jak ja uwielbiam gościa który wymyślił klimatyzacje! Jaka ulga. Jakie to przyjemne! Od jasnych kafelek na wysoki połysk bił przyjemny chłód który poczułam na brudnych stopach. Recepcjonista w garniturze zaprosił nas bliżej do siebie. Hostel? Jakiś kurna pięciogwiazdkowy hotel! Spadamy Łukasz - pomyślałam. Nie stać nas! Jednak ten zachował zimną krew i stwierdził, że poznaje te miejsce. Że to właśnie to zarezerwowaliśmy i to jest ten hostel którego poszukiwaliśmy. Podał nasze dane i czekała na nas bardzo przyjemna, czysta i w KLIMATYZOWANYM POKOJU dziupla z dwiema poduszkami. Uwierzcie mi, nic więcej mi nie było trzeba. Czysto i ,,chłodno'' ( ma się rozumieć chłodno w BKK to wszystko poniżej 50stopni)
I nagle zemdlałam.
Jakby do mojego mózgu dotarła wiadomość, że mogę teraz spać, mimo, że jeszcze nie byłam w łóżku. Opadłam z sił na tą chłodną posadzkę i zostałam tak na dwie godziny. Łukasz trochę spanikował. Mówił, że przykładał mi zimne butelki ale nic z tego nie pamiętam. Ja zwyczajnie spałam. Na podłodze. Taka brudna... Dobrze, że nikt mnie tam nie znał. I kiedy mój chłopak zorientował się, że to raczej nic poważnego, nic więcej niż osłabienie pozwolił mi tak odpoczwać, przesunąwszy moje bezwładne i zapewne klejące się ciało gdzieś pod ścianę. Chłodna ściana. O tak! Kiedy się ocknęłam przeniosłam się do naszej dziupli, która była nad inną dziuplą z innymi ludźmi w środku (było to pokój dla 20 osób. wszyscy z innych zakątków świata). I znów spałam. W zasadzie cały dzień tylko spałam. Co za głupota! Przemierzyć DOSŁOWNIE pół świata żeby spać? A kiedy wracały mi siły zaczęłam panikować. Wpadłam w histerie. Popłakałam się i nie mogłam się uspokoić. Nie wiem co się ze mną działo. Kompletnie nie miałam nad sobą kontroli. Płakałam bo się bałam. Uświadomiłam sobie, że jestem w BANGKOKU. Tak daleko od wszystkiego co znam, co rozumiem. To takie niebezpieczne. Rodzice są tak daleko. A ja jestem tu z moim chłopakiem. Ale co ja wg o nim wiem? On mnie nie rozumie! Jesteśmy ze sobą tak krótko. Pewnie nie jest wystarczająco odpowiedzialny. Pewnie by mnie zostawił gdzieś i poszedł zwiedzać. Jeśli coś się stanie? Jak ja wrócę do domu? Nie chce do samolotu! Nienawidzę samolotów. Już nigdy nie chcę latać! Chcę do domu! Boże, jak tu okropnie - myślałam. Zabierzcie tych ludzi. Czemu jest tak gorąco. Ciągle tylko ze mnie kapie! Jak śmierdzi! Rety jak tu okropnie!
I od tej pory wszystko co wydawało mi się luksusem okazało się zwykłym hostelem. Łóżka, a raczej prycze do spania takie twarde. Klima? Tu jest taki skwar! Ludzie zbyt głośni, każdy coś gada w innym języku. W brzuchu burczy...
,,Ja pierxxxx co ja tu robię? Ależ jestem głupia. Co ja sobie myślałam?''
Nie minęła nawet dobra a ja chce wracać.
,,Dzwonię do rodziców! Nie, czekaj, u nas jest dzień - to tam jest noc. No pięknie! Muszę jakoś znieść te trzy tygodnie w Tajlandii, której tak nie znoszę!''
...
Mój facet okazał się być jednak całkiem ogarnięty. Miałam nawet wyrzuty sumienia, że przez chwile tak strasznie go w mojej głowie oceniłam. Przejął się tym, że się mi nie podoba, próbował zagadać i zachęcał do wyjścia z tej dziury która miała być dla nas ,,domem'' na trzy dni w Bangkoku.
Wyszliśmy więc, choć byłam tak zmęczona, że nigdy wcześniej w życiu tak się nie czułam. Okazało się również, że byłam odwodniona. Nie piłam i nie jadłam od jakiś 3 dób. Więc pierwsze co zrobiliśmy to - poszliśmy do Maka! Co za głupota! Jestem w Tajlandii, chcę poznawać nową kulturę a ja udaję się do tego okropnego fastfooda. I wiecie co? okazał się dokładnie taki sam, jak ten który stoi niedaleko mojego miejsca zamieszkania. No identyczny! Menu tylko w innym języku.
I kiedy tak czekałam na zamówienie zrozumiałam, że te panie obok to nie panie! Pierwszy raz zobaczyłam ladyboy'ów. Na żywo. Ależ oni śliczni! Niegrzecznie się gapiłam. A kiedy zorientowałam się, jak nieprzyzwoicie się zachowuję rozglądnęłam się po innych by zobaczyć ich reakcje. Ale nikt nawet nie zauważył tego dziwactwa. Jedli, rozmawiali i gapili się w telefony. NIC!
Łukasz przyniósł tacki z zamówieniem. Nie mogłam jeść. Wszystko wyrzuciłam. To do mnie nie podobne, uwierzcie! W ten upał nawet nie zrobiłam łyka koli. I tak łaziłam cały dzień za moim towarzyszem, marudząc albo milcząc. Bardzo go spowolniałam, nic mnie nie interesowało. Czułam się wręcz zmuszana do tego całego zwiedzania. Na nic nie miałam ochoty. Ani na powrót do hostelu by kontynuować sen (w zasadzie był to dla mojego organizmu środek nocy) ani na patrzenie na tutejsze zabytki, targi, kluby, swiatynie itp.
I może to dlatego tak bardzo nie spodobał mi się Bangkok?
Wydał się brudny, obcy, kiczowato-pstrokaty, niemiłosiernie upalny, rozbuchany, głośny, dziwny. Ani odrobiny tych cudownych wieżowców czy pięknych galerii.
Jak wyglądały moje trzy dni najgorętszym mieście świata?
Pojechaliśmy zobaczyć MUST SEE when you in BKK. czyli jakiś tam pałac. Przepraszam, powinnam wiedzieć jaki konkretnie i jaka wiąże się z nim legenda bądź historia ale ja na prawdę ledwo chodziłam. Moje zwiedzanie wyglądało tak jak na poniższym zdjęciu :
ps. na tym zdjęciu, dziewczyna w tle oparta o murek z czerwonym podłużnym napisem, to nie dziewczyna, rozmawia z koleżanką, która jest kolegą.
Zmrok szybko tutaj zapada. Pewnie dlatego, że kraj leży na równiku. W Europie święto przebierańców - którego nie lubię, dopiero miało nadejść a my mogliśmy obchodzić je już teraz. Zrobiłam sobie kilka zdjęć z tutejszymi ludźmi i próbowałam zjeść lody, które po dwóch minutach się rozpuściły i musiałam je wyrzucić. Przynajmniej ładnie prezentują się na wszystkich fotkach. Nie tknięte.Zaczęłam jednak coś jeść. Nie wiele ale coś. Sama nie wiem jak to się stało, że nie odczuwałam głodu. Zjedliśmy w jakieś restauracji a kelnerka próbowała się dowiedzieć co jest nie tak z moim daniem, ponieważ nic z niego nie ubyło. Było mi przykro. Tak jakbym obrażała ich kucharza.
Nabierałam nieco więcej sił ale jako, że Bangkok nie podobał mi się wcale prosiłam Łukasza o przyspieszenie naszego wyjazdu. Dlatego też nie było kolejnego dnia w tym gorącym mieście.
BANGKOK
CO LUBIĘ :- kiedy pada deszcz.
przynosi ulgę w te wysokie temperatury. Poietrze jest na tyle wilgotne że i tak jesteś mokry all the time więc deszcz nie robi tu różnicy. nieco ochładza gorący asfalt, spieczone czoła, ludzie jakby znikają i jest ich o połowę mniej. I sam z siebie też jest przyjemny. Jak ciepły prysznic zmywający zmęczenie. Uwielbiałam kiedy padało w Bkk. Szkoda, że tylko dwa razy.
-tuk tuki.
Bardzo przyjemna forma transportu. Co to jest? Taka motorynka z przyczepionym siedzeniem. Pełni formę taksówki i jest znacznie tańsza. Tuk tuk nie ma klimy ale kiedy nieco się rozpędzi przyjemnie wieje. To nic, że to głównie spaliny i cały ten brud. To jednak nie najszybszy rodzaj transportu ale dość ciekawy, bo kto by jeździł tuktukiem w Europie? Trzeba tego spróbować, a jak raz to zrobisz - nie będziesz chciał przestać.
- ludzi
są mili, przypatrują Ci się ale nie w jakiś niemiły sposób. Miałam wrażenie że próbują zaoferować pomoc. I kiedy tylko stałam na środku przejścia wadząc innym oni od razu próbowali wskazać drogę, chcieli powiedzieć co warto zobaczyć. Byli bardzo przyjaźni. I dość często mówili po angielsku!
CZEGO NIE LUBIĘ :
- temperatura
- tłumy ludzi
- zapachy
(momentami zwyczajnie śmierdzi. Gorąco chyba to jeszcze potęguje i miesza w dziwny nieprzyjemny zapach od którego ciężko uciec.)
- brudno
- karaluchy!
- wszystko jest za małe. czujesz się tam jak wielkolud
- musisz się targować.
biała skóra oznacza tutaj wysoki status a co za tym idzie wyobrażenie ludzi o Twoich milionach na koncie. Zwykle chcą od Ciebie więcej pieniędzy za usługę niż od kogoś bardziej opalonego :P
- wszechobecne ołtarze ku czci króla.
Nie rozumiem ich uwielbienia do monarchy. traktują go jak boga! to dziwne.
Udaliśmy się na dworzec by uciec do CHANG MAI.
ChangMai to miasto położone na północy kraju, wśród malowniczych gór porośniętych gęstą dżunglą. Było tam znacznie chłodniej (całe szczęście). Więcej styczności z naturą, lokalną kulturą, więcej świątyń, mniej turystów i NIGHT MARKET - czyli market otwierany w nocy gdzie handlarze otwierają swoje stragany z dosłownie wszystkim. Kupisz tu dzieła sztuki, antyki, przyprawy, zioła, dziwne owoce i robactwo, wyroby ręczne, szkatułki, rzeźby, breloczki, kartki, no generalnie totalny misz masz. Poniżej zdjęcia z uśmiechniętą mną. Miałam dość stolicy Tajlandii i taaaak bardzo chciałam się stamtąd wyrwać.
Widzicie panią czytająca rozkład? To pan.
Noc upłynęła spokojnie. Najpierw przyglądałam się przez okno uciekającym palmom a kiedy znużyło mnie to na tyle położyłam się na moje łóżku i zasnęłam wsłuchując się w rytmiczny stukot maszyny. Obudził mnie świt i pani podająca śniadanie. Była bardzo zabawna, próbowała z nami zażartować swoim łamanym angielskim jednak najśmieszniejsze okazały się jej te historie które chciałą opowiedzieć całkiem serio.
DOTARLIŚMY.
Wysiedliśmy na naszym przestanku gdzie tory się dosłownie kończyły. Nic już dalej nie było.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
co tam sobie myślisz?