Bez zbędnego owijania - chce się wam pochwalić moimi ostatnimi kosmetycznymi łupami. Mogę?
Postanowiłam zmienić całą swoją kosmetyczkę. Czemu? Naoglądałam się na youtube pań które polecają różne kosmetyki i tworzą z nich na swojej twarzy dzieła sztuki. To sprawiło, że zerknęłam do swojej malutkiej torebeczki i okazało się, że ani jeden z tych przez nie polecanych produktów się w niej nie znajduje. Jako, że sama nigdy nie znałam się na topowych markach zdecydowałam się ślepo podążać za tym co mi i innym oglądającym dziewczyną tam pokazywano. Zaopatrzyłam się więc w kilka tych z top10, polecanych, bestsellerów, ulubieńców i jakkolwiek jeszcze na nie się mówi. Musze się przyznać, że czuje się ,,zielona'' w tym temacie. Dotychczas używałam byle jakich kosmetyków. Fluid wybierałam bo spodobała mi się buteleczka i cena. Nigdy nie byłam w porządnej drogerii. Zwykle wybierałam coś z supermarketu gdzie stały dwa malutkie stoiska z tanimi i popularnymi produktami do makijażu. Stwierdziłam, że pora z tym skończyć. Oto na co trafiłam...
>> Nie jestem fanką swojego odbicia w lustrze dlatego staram się sobie pomóc jak tylko mogę i zdecydowałam się na ratowanie swojej sytuacji makijażem właśnie. Doszedł do tego fakt, że bardzo dużo moich koleżanek ze szkoły jest teraz wizażystkami, bloggerkami itp. To chyba teraz modne? Tym bardziej ciężko było uciec od tych wszystkich fotek z piękną buźką, perfekcyjnie zrobionymi cieniami na powiekach, konturowaniem (którego jeszcze nie rozumiem!), optycznie powiększonymi ustami itp. Tak też wybrałam się do najlepszej w okolicy drogerii z kartką w torebce i szczegółowo wypisanymi nazwami co chcę. Inaczej pewnie bym się zgubiła! No więc, poniżej przedstawiam wam najlepsze produkty do makijażu według vloggerek na które trafiłam (musiały więc być popularne, bo jak wspominałam, nie siedzę w temacie)
Najlepszym fluidem, okazał się być Double Wear od ESTEE LAUDER.
Dobrała mi go pani we wcześniej wspomnianym sklepie zapraszając na fotel i wypróbowując na mnie kilka odcieni. Nie spodziewałam się, że jest ich aż tyle! O rety. Naprawdę wybór spory więc każda z nas z łatwością odnajdzie swój ideał. Szczególnie z profesjonalną pomocą na miejscu.
Dobrała mi go pani we wcześniej wspomnianym sklepie zapraszając na fotel i wypróbowując na mnie kilka odcieni. Nie spodziewałam się, że jest ich aż tyle! O rety. Naprawdę wybór spory więc każda z nas z łatwością odnajdzie swój ideał. Szczególnie z profesjonalną pomocą na miejscu.
Nigdy wcześniej nie dobierałam do siebie podkładu w taki sposób. Raczej było to na zasadzie ,,na oko''. Wyobrażcie sobie więc moje zdziwienie gdy podeszła do mnie elegancka ekspedientka oferując pomoc. Było tam tyle ludzi, a ona wybrała akurat mnie! Musiała chyba widzieć moje ogromne zakłopotanie kiedy zobaczyłam ile tych buteleczek jest. Czytałam tą wcześniej przygotowaną karteczkę i patrzyłam na półkę ze zgrabnymi flakonikami. Niestety nie było na niej nic o tym co konkretnie potrzebuję. Jaki odcień. Tylko Estee Lauder Double Wear. Pomyślałam - Super! To bądź tu teraz mądra. Ależ my kobiety sobie komplikujemy takie sprawy, nie? Na cholerę jest tego aż tyle? (Spokojnie. teraz już wiem czemu hehe) Zerkałam więc po sto kroć to na półkę, to na wygniecioną z nerwów kartkę z nadzieją, że nagle się na niej coś pojawi i próbując przez cały ten czas sprawiać wrażenie, że wiem co robię i o co tu chodzi. Aż podeszłą do mnie ta pani. Całe szczęście nie zaczęłam ich wcześniej otwierać, bo jak znam samą siebie pewnie bym je porozlewała, poprzestawiała i zdenerwowana wyszłabym ze sklepu tłumacząc sobie - to nie dla Ciebie Angie, będąc jeszcze bardziej ,,głupia'' niż byłam wcześniej w temacie doboru podkładu. Zdecydowałam się iść na całość i stanowczo odpowiedziałam, że chcę pierwszy raz spróbować tego fluidu ale nie mam pojęcia jaki odcień to ten właściwy.
Tak też zostałam zaproszona na fotel (wcześniej nie wiedziałam za bardzo po co przy każdym stoisku drogiej marki to stoi i często kogoś tam malują.) i wszystko stało się jasne. Teraz jestem już zaprawioną w boju klientką porządnych drogerii hehehe.
Moja opinia o produkcie?
Silnie kryjący to dobre określenie. Moja buzia wygląda nieskazitelnie. Pierwsze jego wypróbowanie w domu, przed wyjściem na imprezę było jak WOOOOOOW!!!! Pokochałam go od pierwszego użycia. Kwestia idealnego dopasowania chyba też odegrała tu ważną rolę. W zestawieniu z moim wcześniejszym fluidem to jak niebo a ziemia! Moja cera wyglądała pięknie i naturalnie. Jakbym wg nie była wymalowana tylko po prostu miałabym idealną cerę. Pierwszy raz ją taką widziałam. Zakrywa wszystkie piegi, przebarwienia, krostki, no wszystko. Ale to, że wyglądam i czuję się w nim pięknie to nie jedyna zaleta. (Tyle o ile w moim przypadku to możliwe.) Widzisz w nazwie ,,Stay-in-Place Makeup''? Oznacza to, że się nie wyciera. Katar nie jest już taki straszny, kiedy musisz gdzieś wyjść. Problem czerwonego nosa rozwiązany. On naprawdę zostaje na miejscu i nie ściera się kiedy potrzebujesz przetrzeć nos. Jasne bluzeczki nie mają brązowych plam na kołnierzykach i śmiało możesz nosić jasne golfy. Długo się trzyma i wygląda świeżo przez 24 godziny. To nie chwyt marketingowy. Na prawdę daje rade 24h! Ma też filtr UV chroniący nas przed słońcem ale przede wszystkim chodzi o flesz aparatu. Nie żebym była jakąś gwiazdą, ale selfiki w klubie zawsze się jakieś zrobi, prawda? Wygląda super nawet wtedy. Są jednak wady. Niestety. Twoja cera musi być naprawdę dobrze nawilżona, w przeciwnym razie będą widoczne wszystkie odstające skórki. To bardzo postarza buzię. Jeśli jednak nie masz suchej cery - nie ma się czym martwić :). Jeszcze coś. Nie praktycznym rozwiązaniem okazał się brak pompki, albo jakiegoś innego dozownika ułatwiającego jego nakładanie. To drogi fluid a wylewanie go na rękę nie ułatwia w oszczędzaniu zawartości. Często po skończeniu aplikowania go na twarz muszę umyć rękę ze sporą ilością nie wykorzystanego produktu. Szkoda. Cena zdecydowanie warta jakości i szczerze polecam go wszystkim koleżanką. Warto na niego odłożyć. Można też poprosić o próbkę albo jakąś mini wersję by samemu się przekonać co w nim takiego czarującego. Ale z całego serca polecam. Szczególnie po tym przejściu z byle czego do kosmetycznego BESTSELLERA.
Aby krycie było naprawdę idealne potrzebny będzie jeszcze korektor. Najwięcej pochlebnych opinii znalazłam o tym od CLARINS. Niestety nie ma tak szerokiego wyboru w odcieniach tego produktu (teraz niestety, ale w drogerii kiedy zobaczyłam tylko trzy odcienie byłam bardzo uradowana! Tym razem obeszło się bez krępacji, zmieszania i poczucia bezradności po zobaczeniu ilości odcieni).
Ja polecałabym wybrać ten odrobinę jaśniejszy od swojego fluidu. Nadaje się do nałożenia na cienie pod oczami i na wszelkie wypryski czy zaczerwienienia. Również uważam, że kryje doskonale. Naglę mam cerę idealną o jakiej zawsze marzyłam i to zupełnie bez ingerencji Photoshopa. Zestawienie tych dwój produktów ma moc. Wierzcie na słowo. Nakłada się go bardzo łatwo w przeciwieństwie do fluidu. Wystarczy lekko przycisnąć i odrobina płynu wylewa się w wybrane miejsce. Nie marnuje się przy aplikacji. Spełnia swoją rolę w stu procentach. Ja jestem zachwycona i nie umiem doszukać się żadnej tutaj wady. Sorry, starałam się ale jest super. ;)
Nowością wśród korektorów na rynku jest ten reklamowany przez Care Delevingne od YSL. Również polecany wszem i wobec. Chyba każda wizażystka już go ma. Jest w formie pisaka. Dosłownie. Zdecydowałam się wiec go wypróbować po tych wszystkich ochach i achach na YT i.... jest świetny.
Jego nakładanie jest wyjątkowo przyjemne. Można wykonturować usta czy brwi. Jakością sam płyn porównałabym do tego od CLARINS'a - czyli silnie kryjący. Jednak zdecydowanie wygrywa z nim jak chodzi o sposób aplikowania. Są dostępne tylko trzy odcienie (znowu - teraz szkoda). Mój w numerze 2 uważam za zbyt ciemny a jak sprawdziłam tester w numerze 1 to był za jasny. Więc nad tym mogliby popracować. Jego nabycie nie sprawiło mi już tyle kłopotu, co pierwszy produkt, hehe. Bez problemu wybrałam odcień. Sama! Brawo ja :P. Jest to mimo wszystko hit który warto mieć w swojej kosmetyczne. Praktyczny, pięknie zapakowany i sam równie ładnie się prezentujący na buzi. Wygodny i ciekawy sposób z tym ,,pisakiem''. Zobaczcie sami - poniżej oficjalny trailer reklamujący z samą Carą :
A tutaj kilka zdjęć ode mnie. Jedno z nich pokazuje jak wygląda gdy jest otwarty. Ma taki mały pędzelek z którego wycieka płyn po wciśnięciu czarnego guzika u jego dołu. Całkiem to wygodne.
W zasadzie polecam nawet bardziej od pokazanego wcześniej CLARINS'a :) chyba właśnie przez ten bardzo wygodny i innowacyjny sposób jego aplikowania.
Żeby buzia prezentowała się prefekcyjnie potrzeba jeszcze różu do policzków by nadać im witalnego wyglądu. Sam fluid i korektor bardzo ujednolica koloryt skóry i nieco ,,spłaszczą'' buzię. Warto więc użyć jakiś róż czy inny zamiennik by nadać nam witalnego wyglądu. Ja wybrałam ten od GIVENCHY głównie dlatego, że jest w pięknym pudełeczku. Tym razem kierowałam się własnym widzi-misie a nie czyjąś opinią. Wiem powód nie najlepszy by nabywać kosmetyk ale spójrzcie no tylko na zdjęcia poniżej. No i przecież wcześniej robiłam tak latami. Nie łatwo pozbyć się tego nawyku, jak się okazało. Nabrałam nieco pewności w drogerii i teraz śmielej zaczęłam przechadzać się miedzy półkami. Sprawdzałam sobie różne produkty które wpadły mi w ręce i tak oto zdecydowałam się na jeden z nich.
Pierwsze wieczko otwiera się do góry i jest w nim róż a ostatnia wysuwa się i mamy tam pędzelek do nakładania- którego nie używam bo wydaje mi się nie wygodny. Jest też lustereczko.
Wszystko prezentuje się naprawdę ślicznie. Pięknie pachnie. Gdyby tylko można było mieć takie perfumy. Szkoda, że po nałożeniu na buzię zapach ulatnia się i zwyczajnie znika. Jest bardzo trwały i zwyczajnie ładny. Ja jestem zadowolona i pewnie jeszcze do niego wrócę. Ładny naturalnie się prezentujący róż.
A więc - do jego aplikacji nabyłam pędzelek od CHANEL. Tak, tak. Marka o której każda z nas marzy, prawda? A jednak zawiodłam się na tym produkcie. Bardzo drogi a porównywalny do innych, ,,zwykłych'' pędzelków, które miałam dotychczas (czyli jakieś z promocji, marki której nikt nie zna). Zrobiony jest z naturalnego włosa (czy coś takiego :P wspominałam - nie znam się) który przy każdym użyciu musi wypaść. Normalnie wychodzą z niego pojedyncze włoski i zostają na policzkach. Irytujące, bo miałam zdecydowanie wyższe oczekiwania od takiej marki i przede wszystkim od tej ceny. Poniżej kilka jego zdjęć.
Trafił do mnie w pięknym klasycznym, prostym futerale którego staram się nie używć bo łatwo się brudzi. Osiada na nim każdy najmniejszy kurz nie wspominając o brudzeniu się od pędzla. Widzicie na zdjęciu? Jakby był z jakiegoś innego materiału, bardziej praktyczniejszego może nawet byłabym z niego zadowolona, ale nie. Musiał być wykonany z jakiejś imitacji pluszu do którego lgnie wszystko z jego otoczenia. Nie jestem zadowolona z tego zakupu. Zalety? Wygodnie sie trzyma, jest bardzo lekki i ma mięciutkie włoski. Czyli coś co można śmiało powiedzieć też o innych, tańszych markach. Np. Inglot będący jakieś trzy razy tańszy. (Wiem, bo moja mama używa od lat.) No cóż, tym razem zachwalanie go przez bloggerki i vloggerki jest nieuzasadnione według mnie. Ja nie polecam.
No więc, skoro przy pędzelkach jesteśmy - do aplikowania fluidu wzięłam też jeden. I tym razem to był dobry pomysł. Pędzelek ,,Fundation Brush 1 '' od Estee Lauder jest tym czego szukałam. Pięknie wykonany, czerń ze złotem to połączenie które każdemu by się spodobało. Solidnie wykonany, również lekki, bardzo przyjemny w styczności z cerą. Naturalny chyba też bo pani kazała myć w szamponie dla niemowląt (co też robię po każdym użyciu i ani jeden cholerny włosek nie wypadł do tej pory! Można? Można!)
Podoba mi się jak jest ,,wycieniowany''. Przepraszam, że nie wyczyściłam ich wcześniej. Wpadłam na ten pomysł dopiero przeglądając zdjęcia, kiedy zobaczyłam jak się to wszystko prezentuje. Mogę tylko obiecać, że teraz lśnią :)
Całe szczęście karteczka z nazwami pędzelków tym razem bardzo się przydała. Przeczytałam ich nazwę i bez problemowo dostałam co chciałam i tym samym poczułam, że zaczynam się pomału odnajdywać w tym całym kosmetycznym świecie. Nie takie to straszne, a ja nie jestem aż taka ,,zielona'' jak by mi się wcześniej mogło wydawać. A jak czegoś nie wiem - to mogę przecież spytać. Nagle wszystko zaczęło mnie interesować! Oglądałam wszystkie regały. Próbowałam wszystkie kosmetyki. I chyba wpadłam w zakupowy szał. Tyle rzeczy zaczęło mi się podobać, że nie starczyłoby wypłaty! No właśnie. Zaczęłam liczyć ile to wszystko zacznie kosztować i nieco zeszłam na ziemię. Z jakiegoś dziwnego powodu nigdzie nie było podanych cen. Na youtube dziewczyny też jakoś ochoczo o tej kwestii nie wspominały. Ale stwierdziłam, że to zignoruję. Przecież, ile może kosztować fluid, prawda? Może tylko ten pędzelek od Chanel będzie bardzo drogi, bo to przecież Chanel. Każdy tą markę zna i pożąda. Tak też, doszłam do wniosku, że trzeba mi klasycznej czarnej kredki. Jako, że na karteczce nic o tym nie napisałam, nie wiem sama czemu, zdecydowałam się wrócić do miłej pani od Este Lauder i poprosić o jedną.
Niestety, jak się później okazało, nic w niej zachwycającego. Trzyma się długo, trzeba jej przyznać, ale niestety łatwo o rozmazania. Jest intesywnie czarna i przy delikatnym dotknięciu oka już maluje. Szkoda, że trzeba ją w tradycyjny sposób strugać. Jestem raczej zwolenniczką jakiegoś wyciskania, kręcenia itp. No cóż. Generalnie nie jest zła. Używam i raczej będę póki co ale jakbyś znała coś lepszego - daj znać. ;)
No więc, jako że były jakieś promocje, dostałam zestaw trzech tuszy do rzęs do wypróbowania. Oto one. Każdy z nich ma inna szczoteczkę. Innej różnicy nie zauważyłam. Ciężko coś o nich powiedzieć... To po prostu tusz do rzęs. Rozmazuje się tak samo jak każdy inny. Zdecydowanie wybiorę coś innego. Tu też ciekawa jestem Twojej propozycji. Perfekcyjna mascara to...?
Noo, to skoro jesteśmy przy kredkach i mówimy o makijażu oczu pójdźmy trochę dalej.
Kredki jakie kupiłam, paleta do powiek + szminki w II części postu którą opublikuję za kilka dni.
Zapraszam.
SZCZEGÓŁY POSTU
Estee Lauder Double Wear ( 2in1 Desert Beige) 30ml - 176zł przejdź
Estee Lauder Fundation Brush 1 - 152zł zobacz
Estee Lauder Double Wear Eye Pencil - 80zł
CLARINS Instant Concealer ( 01 ) 100ml - 119zł zobacz
Yves Saint Laurent Touche Eclat ( 02 - Ivoire ) 2,5 ml - 189zł przejdź
GIVENCHY Le Prisme Blush - Niedostępny w Polsce!:O Nigdzie nie mogę go znaleźć online. Nie pamiętam też ceny. około 180 zł
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
co tam sobie myślisz?